Czy brak decyzji to opinia?
Powiadają, że brak decyzji jest gorszy niż nie dobra decyzja. Nie wiem, czy za takie niedostatki nie zapłaci męska reprezentacja Polski w siatkówce, w porównaniu do której zderzyła się pochopność w odebraniu statusu selekcjonera Danielowi Castellaniemu i niezwykłe zwlekanie z nominacją jego następcy.
Na mój gust najpierw zrobiono źle (zwalniając Argentyńczyka), a następnie zrobiono jeszcze gorzej, nie robiąc nic. Niemniej jednak tak to bywa, gdy głowy się grzeją, gdy komuś spieszno do przekształceń, w szczególności wtedy, kiedy ukrytym ich zamiarem jest ugranie w nowych okolicznościach czegoś dla siebie. Nerwowe przebieranie nogami zaczęło się już w listopadzie, kiedy okazało się, że żadna osoba z trenerskiej pierwszej ligi nie kwapi się specjalnie do pracy z naszymi reprezentantami, bo po prostu jest zajęty. A na niespełna dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi zajęty jest każdy, który coś potrafi. Można i powinno się było przewidzieć tę sytuację, kiedy Castellaniemu – z nie do końca jasnych przyczyn – pokazano drzwi.
Kolejka, która ustawiała się z drugiej ich strony, była pewnie długa, niemniej jednak to bezdyskusyjne, bo przenigdy nie jest tak, żeby na rynku zabrakło chętnych do dobrze płatnej roboty z zawodnikami, o których wiadomo, że umieją sporo. Ryzyko wpadki totalnej jest niewielkie, a jak się nie uda osiągnąć sukcesu, to trudno. Ten i ów co najwyżej sobie poszczeka; w przyszłości i tak idzie się swoją drogą. Prócz tego, skoro spuszczono takich profesjonalistów, jak Lozano i Castellani, to nie będzie wielkim wstydem, jak powieli się ich drogę.
Po odrzuceniu ofert trenerów zagranicznych, wskazanie na Jacka Nawrockiego – jako kolejnego szefa polskich siatkarzy – jest oczywistym krzykiem rozpaczy. Nie dlatego, że Nawrocki jest słaby, lecz dlatego, że psychicznie pewnie żadna osoba na taką ewentualność w momencie wyrzucania Castellaniego przygotowany nie był. Ani zwalniający, ani sam Nawrocki, który notabene w prostej linii pochodzi ze szkoły Argentyńczyka (pracował z nim jako drugi trener w Skrze Bełchatów). No! Skoro ostatecznie zdecydowano się na taki wariant, można go było zastosować wkrótce po tym, jak uznano, że zamysł pracy Castellaniego w perspektywie igrzysk w Londynie jest do kitu. Byłoby jakby sensowniej i przejrzyściej, a naród miałby złudzenie, że władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej działają w zgodzie z jakąś logiką. O decyzji podejmowanej w połowie stycznia powiedzieć tego już się nie da.